Loading...
wtorek, 23 lipca 2013

Jak zapomnieć?

Lubię takie dni, kiedy pomysł na post przychodzi ot tak sobie, całkiem niespodziewanie. Nie mogę powiedzieć, że znikąd, bo jednak zawsze 'coś' jest inspiracją.

Dzisiejszą inspiracją był post "HappyShake! Oczyść się!" napisany przez Nadine, a dokładnie jego poniższy fragment:
Zajmij się czymś, co wykończy Cię fizycznie. Ruch fizyczny wyzwala endorfiny. Endorfiny to takie wariatki, które sprawiają, że człowiek w końcu się uśmiecha. Sprzątnij łazienkę. Przejrzyj szafę. Umyj podłogi. Zaproś do siebie Ewę Chodakowską. Idź pobiegać. Zdmuchnij kurz z rolek. Zmęcz się. Zmęczenie pozwala pozbyć się nerwów.


Są takie dni, kiedy wszystko idzie nie tak. 
Są osoby, o których nie chcesz już myśleć.
Są też problemy, o których chciałabyś zapomnieć. 

Jeżeli chcesz zapomnieć po prostu zmęcz się. Forma dowolna, ale pot powinien kapać z czoła. Moim zdaniem jest to najlepszy sposób na odsunięcie od siebie [prawie] wszystkich problemów. Dlaczego właśnie wysiłek fizyczny a nie film, książka, zakupy czy kawa z przyjaciółką? Ćwiczenia wymagają skupienia, im trudniejszy trening tym bardziej musisz się skupić. Naprawdę ciężko jest wykonywać kolejne powtórzenia, jeżeli myślisz o niebieskich migdałach albo czarnych chmurach, które kłębią się w Twoim otoczeniu.
Może to co napisałam jest banalne. Może słyszałyście o tym już niejeden raz, ale do tej pory nie chciało Wam się wypróbować tego super-zapominacza. Do niedawna też byłam sceptycznie nastawiona do traktowania ćwiczeń jako leku na całe zło, ale...

Przyszła sesja - jeden, drugi, ósmy egzamin - stres.
Sprzeczka z chłopakiem - wkurzenie.
Trzecia próba znalezienia idealnych butów - załamanie.
Walka w dziekanacie - furia. [:P]
Dopiszcie sobie do tej listy co tylko chcecie.

Mam wykupiony karnet na zajęcia, więc głupio płacić i nie chodzić - niewiele jest mnie w stanie powstrzymać przed zaplanowanym treningiem. I w ten sposób w pewnym momencie odkryłam (normalnie Ameryka!), że podczas godziny czy dwóch ćwiczeń wszystkie większe i mniejsze kłopoty odchodzą w niepamięć. Serio. Kiedy moim jedynym i najważniejszym problemem jest kolejne podniesienie ręki albo wskoczenie na step nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Być może nie na każdego to tak działa, ale na mnie nie działa nic innego. Nie dość, że sam wysiłek pozwala zapomnieć to jeszcze długo po działają na nas endorfiny, o których tak fajnie napisała Nadine ("Endorfiny to takie wariatki, które sprawiają, że człowiek w końcu się uśmiecha.").

Jakie powinien być trening, żeby pomógł nam się porządnie odprężyć, odstresować i zresetować?
  • bardzo męczący - ktoś zmęczy się truchtając po lesie a ktoś inny wyciskając 100 kg - kwestia indywidualna
  • wymagający 100% zaangażowania - jeżeli dane ćwiczenia nie sprawiają Ci problemu mogą nie zadziałać. Dlatego w takich momentach warto wypróbować nowy zestaw ćwiczeń albo znaleźć osobę, która będzie stała Ci nad głową i zmuszała do kolejnego powtórzenia
  • dość długi - wydaje mi się, że godzina to minimum (oczywiście trzeba zachować zdrowy rozsądek, bo cztery godziny ćwiczeń mogą przynieść więcej szkód niż pożytku)
  • oprawiony w dobrą muzykę - ten punkt nie jest obowiązkowy, ale są kawałki, które niezależnie od skali złego humoru poprawiają samopoczucie

Trzymajcie się!
Moolla :)

Zajrzyjcie na mojego facebook'a :)
Zapraszam też na bloglovin' ;)

10 komentarze:

  1. Co do dlugosci treningu to wszystko zalezy jaki to trening, teraz trend jest taki ze treningi sa dosc krotkie ale bardzo intensyfne trzeba dac z siebie 110% i toprzynosi duzo lepszy efekt niz dlugi trening w ktorym tak naprawde sie nawet ni zmeczymy. Zapraszam dzis do siebie o 20 startuje konkurs w ktorym bedzie do wygrania ciekawa nagroda, zdradze tylko tyle ze bedzie to idealne uzupelnienie meczacego treningu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o ciało to całkowicie zgodzę się z tym, że krótki ale bardzo intensywny trening może przynieść świetne korzyści. Ale tym razem chciałam skupić się na korzyściach 'dla ducha', a tutaj preferuję trochę dłuższy wysiłek :)

      Usuń
  2. Aż przypomina mi się Wolter i jego stwierdzenie, że “praca oddala od nas trzy wielkie niedole: nudę, występek i ubóstwo”. Nie jestem w stanie, kiedy jestem zła, albo smutna, usiąść i, jak niektórzy, płakać. Nie, mnie wtedy nosi, muszę coś robić, bo inaczej czuję się jakbym miała eksplodować. I zwykle po takiej rewolucyjnej harówce, albo ćwiczeniach, które w normalnym stanie by mnie zabiły cała złość ze mnie schodzi. A co do muzyki - w domu powszechnie wiadomo już, że im 'mocniejszej' muzyki słucham, tym bardziej jestem zła :D
    Pozwolę sobie zaglądać częściej.
    Pozdrawiam!
    M.
    the-sunshine-girl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. wciaz mam nadzieje, ze zglosisz swoja figure do akcji ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To zamo zauważyłam u siebie - kiedy biegam na bieżni zadowolona- nie jestem w stanie biec tak szybko i długo jak wtedy kiedy jestem na coś zdenerwowana. Biegam szybciej i szybciej, żeby tylko i wyłącznie skupić się na bieganiu, inne myśli nie mają prawa wtedy wejśc do mojej głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio, gdy wzięły mnie ogromne nerwy, poszłam biegać i przebiegłam tyle km bez zatrzymania, ile w życiu nie pomyślałabym, że będę w stanie :)) Czasem nerwy się przydają ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Sport jest dobry na wszystko, tylko co zrobić jak nie mamy motywacji

    OdpowiedzUsuń
  7. Przy braku motywacji to trzeba tak jak z pracą: po prostu mus ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. No tak najważniejsze, żeby zająć czymś myśli. Ale też wiem, że czasem jak się je odsuwa potem uderzą ze zdwojoną siłą. Lepiej znaleźć jakiś sposób, żeby się pogodzić z rozstaniem i zamknąć już ten rozdział. Mnie mocno w tym pomogła książka Jak zapomnieć eksa. Taki bardzo ciekawy zestaw ćwiczeń. Polecam taki sposób.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :) Każda opinia jest dla mnie cenną wskazówką :)

 
TOP